kapral Stefan Gośliński

11 sierpnia 2014r. Napisał do nas pan Jarosław Gośliński:

(...)"W nawiązaniu do dzisiejszej rozmowy przesyłam dane mojego dziadka: jest on ułanem 16 pułku Ułanów Wielkopolskich. Dziadek ma doskonałą pamięć (rocznik 1916) oraz chęć wypowiadania się na temat swoich przeżyć wojennych."(...)



2009-08-29 21:48:41

70 rocznica wybuchu II wojny Światowej: Szczęście ułana (I)

 

 

Wycieczka trałowcem na Oksywie - sierpień 1939 r., pierwszy z lewej st.ułan Stefan Gośliński. Zbiory prywatne.


Defilada 16 Pułku Ułanów Wielkopolskich (1936).Zbiory PMW w Bydgoszczy.

W okresie międzywojennym Bydgoszcz była jednym z największych garnizonów w Polsce. Znajdowały się tam: 61 i 62 pułki piechoty, batalion ON, 16 pułk ułanów, 15 pułk artylerii lekkiej, 15 batalion saperów, dwie eskadry lotnicze i szereg mniejszych jednostek artylerii, łączności, żandarmerii. W tzw. "Ułańskich" koszarach przy ul. Szubińskiej 1 stacjonował 16 Pułk Ułanów Wielkopolskich im. gen. dyw. Gustawa Orlicz-Dreszera.
Mobilizacja pułku ułanów nastąpiła 24 sierpnia. W składzie Pomorskiej Brygady Kawalerii Armii "Pomorze" zajął stanowiska obronne na linii Orlik - Cekcyn. Walka z Niemcami rozpoczęła się już pierwszego dnia wojny. W wyniku ciężkich walk w Borach Tucholskich okolicach Chojnic i Tucholi oraz bombardowań lotniczych, pułk jako zwarta jednostka przestał istnieć 7 września 1939 r. Pomimo tego 150 ułanów 16 pułku walczyło w dniach 2 - 6 października 1939 r. w bitwie pod Kockiem.
Pod koniec sierpnia 1939 r. w jednostkach bydgoskich zmobilizowanych było ponad tysiąc żołnierzy z terenu ówczesnego pow. chodzieskiego. Jednym z nich był 23-letni Stefan Gośliński z Sułaszewa. Jako kowal z zawodu jesienią 1937 r. otrzymał przydział do 16 Pułku Ułanów, którym dowodził ppłk Julian Arnold Russocki. Służył w IV szwadronie pod dowództwem por. Aleksandra Zarębickiego, w plutonie wachm. Franciszka Stachowiaka. Po ukończeniu szkoły podoficerskiej w maju 1939 r. w nagrodę pojechał na wycieczkę do bazy morskiej na Oksywiu. Miał wtedy okazję odbyć rejs trałowcem po zatoce gdańskiej. Miesiąc później został kapralem.

We wrześniu 1939 r. uczestniczył w walkach 16 Pułku Ułanów w Borach Tucholskich. Walczono najpierw z dywersantami niemieckimi, a później z elementami niemieckiej 20 Dywizji Zmotoryzowanej gen. por. Mauritza von Wiktorina (1883-1956) i 23 Dywizji Piechoty gen. mjr. Waltera von Brockdorffa - Ahlefeldta (1887-1943). Za cenę dużych strat w starciach pod Grupą, Bramką i Polednem próbowano wyjść z okrążenia. Po dramatycznej walce pod Bukowcem z 3 Dywizją Pancerną gen. por. Leo Geyra von Schweppenburga (1886-1974) i ciężkim nalocie bombowców Pułk został całkowicie rozbity.
Stefan Gośliński pamięta walki pod Bukowcem. Zajęli wówczas linię obronną na nasypie kolejowym. Przy skrzyżowaniu drogi z torem kolejowym znajdowało się stanowisko jedynego działka ppanc i czterech dział 2 baterii 11 dywizjonu artylerii konnej. Do zbliżających się niemieckich czołgów otwarto ogień z dział. Atak został odparty a na pobojowisku zostało 12 niemieckich czołgów zniszczonych lub uszkodzonych. Część niemieckiego batalionu czołgów uderzyła na tyły Pułku, rozpędzając konie. W tym też czasie nastał atak bombowców He 111. Cała walka trwała godzinę. Ułani pozbawieni koni wycofali się do pobliskich lasów. Część zdołała przebić się przez pozycje niemieckie, ale większość trafiła do niemieckiej niewoli.
W niedzielę 10 września 1939 r. w kpr. Gośliński w okolicach Bydgoszczy dostał się do niewoli. W grupie około tysiąca jeńców przebywał w prowizorycznym obozie zorganizowanym w szczerym polu. W nocy kilkuset Polaków uciekło i eskorta niemiecka chciała pozostałych rozstrzelać. Ale jeden z wyższych oficerów poprzez tłumacza ostrzegł, że następna ucieczka skończy się egzekucja wszystkich pozostałych. Jeńców pognano pieszo przez Koronowo do Bornego Sulinowa, gdzie w nowych koszarach Wehrmachtu przygotowano obóz. Konwojentami byli żołnierze w mundurach SS. W trakcie tego marszu po raz pierwszy uniknął śmierci. Jeńcy byli nie tylko głodni, ale przede wszystkim spragnieni. Tamten wrzesień był wyjątkowo ciepły. Gdy przechodzili obok rzeczki Gośliński chciał nabrać wody do puszki po masce gazowej. Wtedy idący obok kolega wziął od niego puszkę i sam pobiegł do rzeczki. Idący w eskorcie Niemiec strzeli z pistoletu maszynowego do nabierającego wodę żołnierza. Z wściekłości, że nie zabił go od razu wystrzelił jeszcze serię. Mimo tego Polak jeszcze kilka minut konał. Do dzisiaj Stefan Gośliński odmawia za niego "wieczny odpoczynek.....".


2009-09-06 14:09:52

Szczęście ułana - (II)

Zaprzysiężenie warty - koszary 16 Pułku Ułanów (1935). Zbiory prywatne.

Kpr. Gośliński nigdy nie poznał imienia i nazwiska szeregowca piechoty, który uratował mu życie. Szczęście go jednak nie opuszczało. Kolejny raz miał się o tym przekonać w okolicach Więcborka, gdzie konwój z jeńcami zatrzymał się na nocleg.

Jeńcy polscy, okolice Bydgoszczy - początek września 1939 r. Zbiory M. Fifer.

Kolumna około 400 Polaków została rozlokowana w szczerym polu. Żołnierze położyli się na ściernisku, przykryli płaszczami i mimo iż była dopiero godz. 19,00, większość od razu zasnęła. Gdzie niegdzie tylko słychać było rozmowy. Niemcy wystawili posterunki a wokół śpiących krążyły dwuosobowe patrole. Gośliński zauważył, że jeden z patroli zatrzymał się obok niego. Obaj wachmani przez dłuższą chwilę patrzyli na jego nowe, ułańskie buty. Zrozumiał, że musi zmienić miejsce spania, gdyż wachmani mogą w środku nocy wyprowadzić go do pobliskiego lasu i zastrzelić pozorując ucieczkę jeńca. Gdy się nieco ściemniło zmienił miejsce i tak w spokoju przespał noc.
Buty służyły mu przez całą wojnę, a zdobył je w dość niecodzienny sposób. Na wojnę poszedł w starych butach, które wymagały podzelowania. Na początku września w Borach Tucholskich przypadkowo zobaczył pijanego magazyniera, który otoczony cywilami z pobliskiej wioski próbował handlować wojskowymi zapasami. Nie namyślając się długo ściągnął stare buty, rzucił je na ziemie i ze stołu wziął nową parę. Ze spokojem założył nowe buty, pasowały jak ulał. Ignorując wyzwiska sierżanta wsiadł na konia i odjechał.

Kpr. Stefan Gośliński. Zbiory S. Gośliński.

W połowie września kolumna jeniecka dotarła do Gross Born (dzisiaj Borne Sulinowo). Na wschodniej części wzgórza zwanego Psią Górką w pobliżu miejscowości Westwalenhof (dzisiaj Kłomino) Niemcy założyli obóz jeniecki dla podoficerów - stalag II E Gross Born. Tam otrzymali pierwszy od kilku dni gorący posiłek - dwa gotowane ziemniaki w mundurkach i jednego kiszonego ogórka. Kilka tysięcy jeńców rozlokowano na południowym krańcu poligonu wojskowego w nowowybudowanych koszarach dla jednostki pancernej. Następnego dnia na obiad była zupa, ziemniaki i gotowana brukiew.
Po tygodniu w obozie pojawiły się pierwsze przypadki czerwonki. Niemcy założyli podobóz zakaźny. Chorowało coraz więcej jeńców, zachorował też Stefan Gośliński. Nie zgłosił się jednak do lekarza. Bał się, że z podobozu zakaźnego żywy nie wyjdzie. Znowu miał szczęście. Młody organizm przetrzymał chorobę. Pomogły też suchary, które otrzymał w trakcie marszu od niemieckiego motocyklisty. Największym problemem były nocne wyjścia do ubikacji, gdyż nocą obowiązywał zakaz wychodzenia z baraków. W każdej chwili groziła za to śmierć.
W marcu 1940 r. rozpoczęto likwidacje stalagu II E. Od 1 czerwca 1940 r. zacznie działać oflag (obóz jeniecki dla oficerów) II D Gross Born. Pierwszymi jeńcami będą oficerowie francuscy. W lutym 1941 r. przebywało w nim 3731 Francuzów (3166 oficerów i 565 ordynansów), a w kwietniu 1942 r. - 2826. Pierwsza ucieczka jeńców miała miejsce 15 sierpnia 1940 r.. W połowie 1942 r. Francuzi zostali z obozu wywiezieni, a na ich miejsce osadzono Polaków, których 1 czerwca 1942 r. było 2818. Liczba polskich jeńców znacznie wzrosła w latach 1944-1945; na w Nowy Rok 1945 przebywało w obozie 5391 Polaków. Wśród osadzonych byli m.in. późniejszy pisarz Leon Kruczkowski czy minister spraw zagranicznych Adam Rapacki. Pod koniec sierpnia 1939 r. w Gross Born rozpoczął służbę wojskową późniejszy prezydent Republiki Federalnej Niemiec Richard von Weizsäcker.

Na początku kwietnia kpr. Gośliński znalazł się w stalagu II A Neubrandenburg. Polskich podoficerów przewożono koleją przez Szczecin do Neubrandenburga. Podróż w wagonach towarowych trwała około 12 godzin. W każdym wagonie znajdowało się 60 jeńców. Po przyjeździe Gośliński otrzymał nr obozowy 4682. Początkowo jeńców zakwaterowano w dużych namiotach o wymiarach 30 m na 10 m. Po kilku dniach w trakcie wydawania obiadu nastąpiło zamieszanie przy kuchni. Wachmani niemieccy zaczęli bić jeńców kolbami karabinów i kłuć bagnetami. Gośliński próbował uciec wachmanowi, jednak zaplatał się w linki podtrzymujące namiot. Niemiec pchnął go bagnetem w udo. Nie poczuł bólu tylko wszechogarniające ciepło. Chwilę później zemdlał.

2009-09-11 17:08:00

Szczęście ułana (III)

Ocknął się na izbie chorych. Bagnet przebił lewe udo na wylot. Niemiecka pielęgniarka założyła mu opatrunek i usztywniła nogę szynami. Na drugi dzień przyszedł cywilny lekarz. Obejrzał ranę i kazał poruszać palcami, poczym rzekł do Goślińskiego - Du hast das Glück. Na szczęście bagnet o milimetry minął tętnicę. Rana szybko się goiła a pielęgniarka okazała się dobrą dziewczyną. Przyniosła mu nowy polski koc. Uszył z niego dwa ocieplacze, dla niej i dla siebie. Późną jesienią i zimą bardzo się przydały. Po ośmiu dniach Gośliński został wypisany z izby chorych. Jeszcze kilkakrotnie korzystał z pomocy znajomej pielęgniarki, uzyskując lekarstwa dla siebie i kolegów.


Praca w gospodarstwie rolnym w Bad Selsen (1944). Zbiory S. Gośliński.

Warunki życia w obozie, szczególnie dla niższych stopniem jeńców, były dość znośne. Pracujący w gospodarstwach rolnych czy zakładach przemysłowych mieli możliwość otrzymywania lepszego pożywienia a nawet niewielkiego wynagrodzenia. Z czasem Niemcy zaczęli namawiać jeńców na pracę w zakładach przemysłowych lub gospodarstwach rolnych. Spora część jeńców wybrała pracę poza obozem. Pod koniec 1941 r. Stefan Gośliński został skierowany do pracy w gospodarstwie rolnym w miejscowości Bad Selsen koło Rostocku.
Mieszkał w gospodarstwie przez co miał większą swobodę, a i jedzenie było lepsze. Pracy się nie bał, gdyż znał ją dobrze. W majątku w Sułaszewie nauczył się wszystkiego co potrzebne w gospodarstwie rolnym. Dlatego gospodyni była z niego zadowolona, a zaufaniem darzył go nawet miejscowy żandarm. Bardzo pomocna okazała się też znajomość języka niemieckiego.
Po zajęciu wschodnich Niemiec przez Armię Czerwoną wrócił do domu. Na gospodarstwie rodziców zaczął gospodarzyć szwagier. Gośliński w 1946 r. wyjechał do Szczecina, gdzie zaciągnął się do służby w Straży Morskiej. Jego dwaj bracie także opuścili ojcowiznę. Jeden znalazł pracę u Cegielskiego w Poznaniu, a drugi w kuźni w Bukowcu. Służba w Straży Morskiej mimo licznych niebezpieczeństw spodobała się Goślińskiemu. Zamierzał ułożyć sobie życie właśnie w Szczecinie. W tym czasie mieszkało już tam sporo ludzi z Budzynia, Chodzieży i Margonina.
Jesienią 1947 r. otrzymał błagalny list od rodziców. Szwagier, który nie radził sobie z pracą na roli zostawił gospodarstwo i przeniósł się do Budzynia. Stefan Gośliński wrócił do domu. Przejął zaniedbane gospodarstwo i dzięki swej ciężkiej pracy stał się jednym z najlepszych gospodarzy w gminie. W latach siedemdziesiątych kupił pierwszy ciągnik i pobudował nowy dom. Po sąsiedzku ożenił się z 10 lat od siebie młodszą Pelagią. Ma dwie córki i dwóch synów. Trzeci syn zginął tragicznie w wypadku w Cementowni Puławy.

Służba w Straży Morskiej w Szczecinie (1946). Zbiory S. Gośliński.

Dzisiaj gospodarzy już jego syn, a on sam korzysta z emerytury. Dumny jest ze swoich wnuków, z tego co w życiu dokonał i ze swoich oficerskich gwiazdek. Chętnie wspomina stare dzieje a ma przy tym bardzo dobrą pamięć. Jak na swoje lata ma też świetną kondycję. Zapewne dzięki temu, że nigdy nie palił papierosów. Zdziwiłem się bardzo, gdy zobaczyłem go na drabinie zrywającego jabłka. Z jaką swobodą 93 - latek wchodził i schodził z drabiny trzymając w ręku kosz z jabłkami.

Dziękuję Panu Stefanowi za wspomnienia, a jego rodzinie za pokazaną mi pomoc.

W 16 Pułku Ułanów Wielkopolskich we wrześniu 1939 r. obok kpr. Stefana Goslińskiego walczyło jeszcze trzech mieszkańców Gminy Margonin. Byli to Łucjan Pieczyński z Margonina (Szwadron Karabinów Maszynowych), Zygmunt Skarżyński z Kowalewa (2 Szwadron Ułanów) i Florian Połczyński z Próchnowa (Pluton Pionierów).

Obóz jeniecki w Neubrandenburgu po wojnie nie opustoszał. Sowieci w byłych obozach jenieckich i koncentracyjnych założyli swoje obozy specjalne, w których na terenie swojej strefy okupacyjnej przetrzymywali ponad 15 tys. osób. W latach 1945 - 1947 NKWD umieściło w Neubrandenburgu swój obóz specjalny nr 9. W Buchenwaldzie mieścił się obóz specjalny NKWD nr 2, a w Sachsenhausen obóz specjalny NKWD nr 7.

Waldemar L. Janiszewski 

(dzienniknowy.pl)